Piotr Jacoń gorzko wspomina walkę o prawne ustalenie płci swojej córki

"To była tortura. Patrzyła na nas, żebyśmy coś zrobili, a my nie mogliśmy zrobić nic."
Piotr Jacoń gorzko wspomina walkę o prawne ustalenie płci swojej córki
fot. Instagram: piotr_jacon
14.01.2022

Kilka miesięcy temu Piotr Jacoń na łamach "Repliki" wyznał, że jego córka dokonała coming outu jako osoba transpłciowa i chociaż Wiktoria mogła liczyć na całkowite wsparcie rodziców i akceptację, to niestety czekała ją jeszcze walka w sądzie o prawne ustalenie płci - zgodnie z polskim prawem dziewczyna musiała pozwać własnych rodziców i zeznawać przeciw nim w sądzie, którzy jako oskarżeni mieli błędnie określić płec pociechy przy porodzie.

Piotr Jacoń gorzko wspomina walkę o prawne ustalenie płci swojej córki

Piotr Jacoń postanowił opisać przebieg procesu w rozmowie z "Vivą", w której określił polskie prawo jako "skrajnie opresyjne" i z goryczą wspomina przez co musiała przejść jego córka, a z czym musi się mierzyć wiele polskich rodzin i osób transpłciowych. Podkreślił również, że czuł się odpowiednio przygotowany do procesu przed sądem, a mimo to sytuacja przerosła jego oczekiwania:

Wydawało mi się, że skoro jako dziennikarz nasłuchałem się tylu historii, już jestem przygotowany na to, co się wydarzy. Dużo też zależało od nastawienia Wiktorii. A ona przed rozprawą sądową była w fazie życzeniowego optymizmu. Już chciała robić zdjęcie do nowych dokumentów. Myślała, że od razu po wyjściu z budynku sądu pobiegnie składać wniosek o nowy dowód osobisty.

Już na wstępie spotkały ich okrutne, wyparte z uczuć procedury, gdy Wiktorię rozdzielono z jej dziewczyną, która przyszła jako osoba wspierająca, a potem również z rodzicami:

Pojechaliśmy do sądu z jednego mieszkania, jednym samochodem. We czwórkę, bo była z nami też dziewczyna Wiktorii. Na salę weszliśmy, trzymając się za ręce. (...) Dziewczyna Wiktorii, czyli osoba wspierająca, została wyproszona. A nas fizycznie odstawiono od własnego dziecka. Wtedy do mnie dotarło, jak wszystko to, co się dzieje, jest absurdalne i okrutne. Weszliśmy do sali jako jedność, a na dzień dobry sędzia i de facto państwo nas rozdzieliło.

Chociaż Jacoń zapewnił, że sędzia starała się być życzliwa i taktowna, to cały proces był traumatyczny dla Wiktorii:

To jest skrajnie opresyjne. I to jest coś, co wymyśliło polskie państwo. Jakby ci ludzie i ich rodziny nie mieli wystarczająco pod górkę. (...) Sędzia, która rozpatrywała naszą sprawę, z pozoru była ok. Zwracała się do Wiktorii, używając żeńskich końcówek. Ale kazała jej stanąć na środku i przedstawić się starym imieniem. Zobaczyłem wtedy, jak moja córka się kurczy w sobie i ledwo słyszalnym głosem wypowiada poprzednie, męskie imię. W tej pustej sali, przed obcymi ludźmi. A potem słyszy, że musi powiedzieć głośniej, bo to się wszystko nagrywa. (...) To była tortura. Patrzyła na nas, żebyśmy coś zrobili, a my nie mogliśmy zrobić nic. Wtedy się rozpadła kompletnie. Nie mogę tego pojąć. Przecież istotą sprawy, z którą przyszliśmy, jest to, że stare imię nie pasuje do tej osoby, która stawiła się w sądzie. Dlaczego trzeba zadawać taki ból? W imię czego? Z niewiedzy? Z powodu formalności?

Dziennikarz dodał też, że jakby dochodzenie swoich praw w sądzie nie było wystarczająco trudne, to koszt terapii hormonalnej lub korekty płci trzeba pokryć z własnej kieszeni i często są to zbyt wysokie koszta dla wielu ludzi:

Poza tym systemowo osoba transpłciowa jest traktowana jako ktoś gorszy. Nie dość, że w sądzie musi dochodzić swoich praw, to jeszcze w większości przypadków za terapię hormonalną czy operację musi płacić z własnej kieszeni. A przecież to nie jest zachcianka czy fanaberia. To są działania ratujące życie!

Piotr Jacoń ubolewa również, że w innych krajach cały proces nie jest tak skomplikowany, a jako przykład podał Kanadę:

W reportażu pojawiają się rodzice, którzy mierzą się z tym co my, mieszkając w różnych miejscach na świecie. Zazdroszczę tym z Kanady. Tam nic pod tym względem nie jest problemem. Złożenie wniosku o nowe dokumenty jest formalnością. Jak po nowy paszport. W Polsce wszystko jest skomplikowane. A przecież taka osoba i bez tego musi przejść trudną drogę. Przecież nie od razu osobie transpłciowej przychodzi do głowy, że jest właśnie osobą transpłciową.

Wiktoria ma ogromne szczęście, że trafiła na tak wspierających rodziców, ponieważ wiele innych osób nie ma wsparcia nie tylko w polskim prawie, ale również wśród rodziny i bliskich. Niestety minie jeszcze długo czasu zanim życie osób transpłciowych lub homoseksualnych w Polsce przestanie być wyboistą, ciężką drogą. 

Polecane wideo

Komentarze (2)
Ocena: 1.5 / 5
mp (Ocena: 2) dzisiaj 22:36
Czyli: na sali sądowej poproszono ich, żeby usiedli osobno, potem córka została wezwana na miejsce dla świadków - na własnej sprawie - i sędzia zapytała, jak się nazywała do tej pory i jak się chce nazywać obecnie. Rzeczywiście, straszne. Trauma na całe życie. Co to będzie, jak pójdzie sama do dentysty, albo na egzamin na prawo jazdy…
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 15.01.2022 22:05
skoro tutaj wszystko takie be i skomplikowane, to niech się wyprowadzi za granicę. Nikt gościa i jego rodziny tu siłą nie trzyma
odpowiedz
Polecane dla Ciebie