Dziecko uratowało nasze małżeństwo - list czytelniczki

Daria twierdzi, że gdyby nie Miłosz, dziś być może byliby z mężem już po rozwodzie...
Dziecko uratowało nasze małżeństwo - list czytelniczki
fot. istock.com
12.06.2020

Droga SuperMamo, drogie SuperMamy, po pierwsze chciałabym bardzo, bardzo serdecznie podziękować za tę stronę. Wreszcie jakiś miły, pełen ciepła portal dla mam - czekałam na to od dawna, a konkretnie od dnia, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Dziecko uratowało nasze małżeństwo - list naszej czytelniczki

To nie był dobry okres dla mojego małżeństwa. Byliśmy z Maciejem parą już od sześciu lat, w tym trzy lata po ślubie. Po dwóch latach od złożenia przysięgi coś zaczęło się psuć - wiadomo, codzienność bywa ciężka - praca, dom, praca, dom, zakupy, sprzątanie, praca. Oddaliliśmy się od siebie. Gdzieś w otchłani kolejnych tygodni kieratu zapodziały się nasze wspólne wieczory przy winie, wyjścia do teatru, kina. Nagle zaczęliśmy traktować siebie jak współlokatorów, którzy czasem uprawiają seks. W łóżku było nam dobrze, bo oboje wiedzieliśmy, co lubimy, ale duchowo trochę się rozeszliśmy. Było coraz gorzej, a ja czułam przygnębienie, oglądając romantyczne filmy, czytając książki. Zazdrościłam tym szczęśliwym, kwitnącym w związkach kobietom. Miałam 28 lat, niezłą pracę, jakieś tam pieniądze, ale czułam się samotna w małżeństwie.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia - historia miłości jednej z was!

Nasze rodziny pochodzą z dwóch krańców Polski, więc i na weekendy zdarzało nam się rozstawać. Ja musiałam coś pilnie załatwić w swoim mieście, on musiał koniecznie jechać na urodziny kuzyna. Tak to wyglądało... Po głowie zaczęły mi wtedy krążyć głupie myśli. Może to jednak nie jest ten jedyny? Może czeka na mnie ktoś inny? Ktoś taki, jak w książkach? Wiecie, po prostu brakowało mi tych porywów serca, tych motyli w brzuchu. Jestem romantyczką, potrzebuję takich wrażeń, a w rzeczywistości dostawałam tylko `dziękuję` za smaczne śniadanie i `było mi dobrze`za niezły seks. A przecież małżeństwo to coś więcej!

Kobieta z dzieckiem

fot. istock.com

I kiedy byłam już na skraju, kiedy znów zaczynałam myśleć o innych mężczyznach w kategoriach... same wiecie, jakich... miałam rutynową wizytę u ginekologa - chodziło o pigułki. `Oj, chyba nie będzie recepty, pani Dario, gratuluję, będzie pani miała dziecko`. Myślałam, że padnę! `Co? Dziecko? Jakie dziecko?`. To był początek drugiego miesiąca.

Przeczytaj więcej wzruszających historii, waszych historii

Maciek był w takim samym szoku. Przecież się zabezpieczaliśmy, nie planowaliśmy jeszcze dziecka. Miało być po trzydziestce. Poza tym czuję, że tak jak ja, bał się, że nasz związek się rozpadnie, że nie przetrwamy próby czasu i nie zdamy egzaminu z codzienności, a tu taka niespodzianka...

Mimo to stanął na wysokości zadania. Teraz to on był autorem tych pysznych śniadań, co piątek zabierał mnie do kina, w sobotę na kolację do nowej knajpki, w niedzielę na spacer. Zasugerował bym nie pracowała, zatrudnił pomoc domową. Czułam się jak księżniczka. Widziałam, że misja: CIĄŻA bardzo mu się podoba, a w roli dowódcy odnalazł się znakomicie. Dbał o mnie, a ja nagle przestałam widzieć świat poza nim. Kiedy okazało się, że będzie chłopak, wydawało mi się, że uszczęśliwiłam go bardziej niż nawet najlepszym seksem kiedyś. Skakał z radości!

Potem było wybieranie imienia, kompletowanie wyprawki, wszystkie te przyjemne rzeczy podszyte lekkim strachem przed zbliżającym się porodem. Oj, bałam się, bardzo! Maciek uparł się, że chce być wtedy przy mnie, trzymać mnie za rękę. Na początku miałam opory, bo naczytałam się dziwnych historii, jak to mężczyźnie tracili ochotę na żony po ujrzeniu ich rozerwanego krocza, ale co tam, skoro chce to przecież mu nie zabronię. Tak dzielnie się mną opiekował, że byłoby nikczemne odbierać mu przywilej uczestniczenia w narodzinach synka.

Spisał się tak dzielnie, że do dziś nie umiem wyjść z podziwu. I wtedy, leżąc taka zmęczona, pozbawiona sił, pomyślałam, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie - mam swoich dwóch mężczyzn, małego i dużego, i już naprawdę niczego mi więcej nie trzeba. A motyle w brzuchu? Nie ma milszych niż te zrywające się do lotu po uderzeniu małą, dziecięcą nóżką!

Serdeczne pozdrowienia, Daria!

Na wasze listy czekamy pod adresem [email protected]

Komentarze (3)
Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 12.06.2020 20:02
Dziecko nie powinno być cementem do miłości tylko jedną z jego części.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.06.2020 19:12
Chwilowe odwrocenie uwagi od problemu. Na szczescie to byla wpadka, bo jak przeczytalam tytul to myslalam, ze to kolejna madra co zaszla w ciaze, by "ratowac malzenstwo".
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.06.2020 14:07
rutyna wroci
odpowiedz
Polecane dla Ciebie