Stałam się marionetką swojej teściowej - list czytelniczki

Autorka listu przyznaje, że nie przemyślała wcześniej swojej decyzji o małżeństwie i dzieciach.
Stałam się marionetką swojej teściowej - list czytelniczki
fot. istock.com
23.04.2020

Wszyscy wiemy, że z rodziną wychodzi się najlepiej na obrazku. Autorka listu jest dowodem na to, że pozwalając na zbytnią ingerencję osób trzecich w swoje życie, można się bardzo pogubić. Przeczytajcie sami.

Stałam się marionetką swojej teściowej - list naszej czytelniczki

"Miałam 21 lat kiedy poznałam swojego przyszłego męża. Dogadywaliśmy się świetnie - on ma bardziej naturę romantyka, ja mocniej stąpam po ziemi. Rozśmieszał mnie i zawsze wspierał w trudnych momentach. Wymyślał cudowne randki, na dachu, w parku, w miejscach z dala od ludzi. Na początku znałam jego rodziców powierzchownie, rzadko jeździliśmy do nich, a na co dzień radziliśmy sobie raczej ze skąpym budżetem. Teraz myślę, że byliśmy dużo bardziej szczęśliwi wtedy.

Wydawało mi się, że A. nie śmierdzi groszem, tym bardziej jego rodzina... wszystko wyszło na jaw, gdy po zaręczynach zaczęliśmy szykować się do ślubu. Z dnia na dzień zaczęły pojawiać się nowe ustalenia, które w żaden sposób nie pokrywały się z tym, o czym marzyłam w dniu mojego ślubu. Kiedy zorientowałam się, jakie ceny mają te "wymagania" rodziny mojego męża, stanowczo zaprotestowałam, bo wiedziałam, że nie będzie mnie na to stać. A. powiedział, że to wymysły jego rodziny, więc sami sobie za to zapłacą.

Pomyślałam sobie, jakim cudem? Owszem, byłam w ich domu może z raz czy dwa, ale nie widziałam tam specjalnego przepychu. Jak bardzo byłam w błędzie.

Synowa - teściowa - czy ta relacja skazana jest na klęskę?

fot. istock.com

Rodzice A. zapłacili za występ jednej z największych gwiazd polskiego disco polo, zapłacili za fontannę czekolady, wielką salę jak z bajki i dali nam w prezencie mercedesa. Wtedy zrozumiałam, że ci ludzie to typowi Polacy, którzy może na co dzień nie obnosili się ze swoimi pieniędzmi, ale jak trzeba było się pokazać, to wchodziła zasada zastaw się, a postaw się. Później było tylko gorzej.

Nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie rozmawiałam z A. o tym, gdzie będziemy mieszkać po ślubie. Wynajmowaliśmy razem mieszkanie, niewielkie, myślałam, że to zostaje bez zmian. Okazało się, że mój mąż ma inne plany a jego architektem była oczywiście jego Mamusia. Chciała, żebyśmy się pobudowali na działce obok. Odmówiłam.

Nie chciałam ich pieniędzy, wystarczyło, że i tak dużo nam już dali. Zmiękłam, kiedy zaszłam w ciążę. A. jak dziecko klasnął w ręce, kiedy zapytałam, czy nadal możemy się pobudować na działce obok jego rodziców. Kiedy urodziła nam się córeczka, było ciężko. Teściowa dużo pomagała, przyjeżdżała, zabierała Małą do siebie na noc. Zanim się zorientowałam, przeprowadzaliśmy się do nich "do czasu aż się nie wykończymy".

Początki były słodkie, teściowa była bardzo pomocna, wspierająca. Kątem oka widziałam jak A. jakoś usuwał się w cień, ale niczego mi nie brakowało. Miałam dużą pomoc. Tak się złożyło że Mała miała zaledwie 9 miesięcy, kiedy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży. Zanim zdążyłam się załamać, teściowa już przetłumaczyła mi, że to dobrze, że tak będzie łatwiej i w sumie to i tak już ostatni moment, więc potem skupię się na swoim życiu.

Z dnia na dzień odkrywałam jakim plannerem jest moja "druga mama". To ona trzymała za jaja teścia, bardzo kochanego człowieka, jednak słuchającego się jej jak na spowiedzi. Drugim był mój mąż, słuchał jej bardziej niż mnie. Kłóciliśmy się o to codziennie, mówił że przesadzam. Ale ja czułam się jak piąte koło u woza. Ciągle słyszałam, że powinnam być wdzięczna, rodzice tyle nam pomogli. Raz nawet powiedział, że zaliczyłam podwózkę na wyższy status społeczny. Płakałam przez to tydzień.

Obowiązki wyliczała mi teściowa. Byłam jak jej Kopciuszek - prałam, gotowałam, zmywałam. Wszystko robiłam, żeby była zadowolona. Ona i mój mąż. Bo jak teściowa miała dobry humor, to wszystko w domu było jakoś łatwiejsze. Mówiła, żeby nie dawać tej kaszki Małej, a tak przewijać i zakładać czapkę nawet w ciepły dzień. Odstaw od cycka teraz, co się będziesz męczyć, słyszałam. Kup to, tamto ugotuj, latałam jak szalona. Odliczałam jak chora dni do momentu, w którym się wyprowadzimy. Ale to niczego nie zmieniło.

Teściowa przychodziła do nas, zwracając mi uwagę na niepozmywane naczynia i źle ustawioną kanapę. Przestawiała mi kwiatki w domu i dokupywała sprzęty, o które nie prosiłam. Krytykowała wybór zasłon a nawet.. kupionej sukienki na wesele po rodzinie. Kiedy poprosiłam męża aby porozmawiał z matką, wściekł się ponownie i rzucił, żebym sobie wracała na swoją wiochę zabitą deskami. Z tej kłótni pojechałam prosto na porodówkę... zawiozła mnie teściowa.

Kiedy wróciłam do domu wiedziałam, że nic się nie zmieni. Mamy pieniądze, mam dzieci, męża, rodzinę, pracę. Ale nie ma tu miłości, są rozkazy i życzenia teściowej.

Myślę sobie, że gdyby miałabym się teraz wyprowadzić, to nie miałabym dokąd. Moja własna mama też twierdzi, że przesadzam, że to ta sławna "depresja poporodowa". A ja wiem, że gdybym nie urodziła dzieci, mogłabym się wycofać. Chociaż kocham je najbardziej na świecie, to jest we mnie tyle złych emocji przez teściową, że nie żyjemy normalnie... Mija 3 tydzień cichych dni z mężem, chociaż jak wpadają znajomi to wszystko jak w reklamie. Stałam się marionetką swojej teściowej..."

Chcesz się podzielić swoją historią? Napisz do nas koniecznie na: [email protected]

Komentarze (39)
Ocena: 4.87 / 5
Wolna (Ocena: 5) 28.04.2020 14:40
Przez 8 lat męczyłam się w podobnej sytuacji aż w końcu pękłam i postawiłam ultimatum mężowi. Od czterech lat jestem szczęśliwa żoną i matką, bo mój mąż wybrał mnie i dzieci.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 28.04.2020 11:41
Dziewczyno tylko ultimatum alboTwój mąż wydorośleje i wytłumaczy swojej mamie, żeto nie ona jest najważniejsza w waszym małżeństwie i zacznie nosić spodnie albo uciekaj gdzie pieprz rośnie bo Cię tak stłamszą, że nawet dla siebie będziesz nikim i Twoje dzieci też nie będą Cię szanować
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 28.04.2020 10:53
Znam to na własnej skórze moje małżeństwo dlatego się rozpadło
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 28.04.2020 10:06
Szczerze? Spakowałabym najpotrzebniejsze rzeczy i wyszła bez słowa, aż mąż by zrozumiał, że coś jest nie tak. Dla mnie to porażka myślenie, że "zostanę bo dzieci". Nieszczęśliwa mama to i nieszczęśliwe dzieci.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 28.04.2020 10:06
Szczerze? Spakowałabym najpotrzebniejsze rzeczy i wyszła bez słowa, aż mąż by zrozumiał, że coś jest nie tak. Dla mnie to porażka myślenie, że "zostanę bo dzieci". Nieszczęśliwa mama to i nieszczęśliwe dzieci.
odpowiedz
Polecane dla Ciebie