Pseudosamotne matki kontra rodzina. I kto tu jest dyskryminowany? - list czytelniczki

Tyle mówimy o rodzinie, ale czyż nie rodzina właśnie jest najbardziej dyskryminowana?
Pseudosamotne matki kontra rodzina. I kto tu jest dyskryminowany? - list czytelniczki
fot. istock.com
22.05.2020
Katarzyna Lemanowicz

Kochane Mamuśki! Nie mam pytań. Mam prośbę. Mam wielką prośbę o to, by rodziny nie były dyskryminowane. W dobie takiej prorodzinności, takiego socjalu, jedyne, co się opłaca, to wziąć rozwód.

Pseudosamotne matki kontra rodzina - list naszej czytelniczki

Oczywiście samotne wychowywanie dzieci jest bardzo trudne i oczywiście odbija się na portfelu. Ale ile w rzeczywistości jest wśród nas naprawdę samotnych matek? Takich, których mężowie zmarli? Albo takich, które zostały zgwałcone? Bo mam wrażenie, że z każdej strony otaczają mnie samotne matki, które żyją ze swoimi mężczyznami dokładnie tak samo, jak ja z mężem. Z tą różnicą, że mają inne nazwisko (choć my też byśmy mogli), trochę więcej pieniędzy, na które nie trzeba pracować, i trochę lepsze (dużo, dużo, dużo lepsze) miejsce w kolejce do żłobka.

A, zapomniałabym – jeszcze lepiej żyć bez ślubu, pracować na czarno i mieć faceta z dobrym dochodem.

Przeciętna samotna matka dostaje średnio: około 200 zł zasiłku dla samotnej matki, 500+ nawet na pierwsze dziecko, bo łatwo ustalić minimalne alimenty, jeśli rodzice są w tej kwestii zgodni, 1000 zł kosiniakowego, jeśli matka nie pracowała. Poza tym samotne matki mogą rozliczać się z dzieckiem.

No i żłobki i przedszkola. Nie dostaliśmy się do ŻADNEGO publicznego żłobka, ponieważ nie ma miejsc. Najtańszy żłobek prywatny, do którego udało nam się dostać, a który znajduje się w naszej dzielnicy (mieszkamy w Warszawie), kosztuje 1200 zł plus 15 zł/dzień wyżywienie. Reasumując: nie mamy 1700 zł dodatku, nie dostaliśmy becikowego, płacimy 1200 zł za żłobek, ale za to mamy ślub. Nasza koleżanka ma żłobek niemalże za darmo, do tego dostaje ponad 1700 zł (zatrudnia ją jej mężczyzna, z którym żyje znacznie dłużej niż ja znam męża). Reasumując: są na plusie 2900 zł. Za czyje pieniądze? Za nasze! Bo ona podatków nie płaci, a ja muszę. Ona w większości siedzi w domu i spełnia się jako matka. Ja haruję jak wół, zresztą mąż tak samo. Też chciałabym posiedzieć z dzieckiem. Ba, jakby mi za to mieli płacić, to nawet chwili bym się nie zastanawiała! Czy to już pora na rozwód???

Z życzeniami rozsądku i szczęśliwego pożycia małżeńskiego.

Chcesz podzielić się z nami swoją historią lub wypowiedzieć zdanie na ważny dla ciebie temat? Pamiętaj - jesteśmy dla ciebie - wyślij maila na [email protected]

Polecane wideo

Komentarze (12)
Ocena: 4.17 / 5
Bobek (Ocena: 5) 30.05.2020 11:16
To jest właśnie polityka "prorodzinna" wszystkich kolejnych rządów
odpowiedz
Mumy (Ocena: 1) 30.05.2020 10:40
Beznadziejny artykuł proszę sprawdzić fakty.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 29.05.2020 21:44
Rzeczywiście jesteście super... madki...
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 29.05.2020 18:04
Jakie dodatki? Z Mopsu dodatek można dostać gdy ojciec dziecka jest nieznany lub nie żyje. Wtedy wg ustawy jest to samotna matka. A 500 jest wszystkim dzieciom nawet na 1 dziecko i niezależnie od dochodu. A kosiniakowe może pobierać przez rok każda kobieta która ma dziecko a nie ma pracy. To jest taki macierzyński od mopsu. Takich bzdur nie czytałam dawno.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 29.05.2020 18:01
Nie jest to prawda.
odpowiedz
Polecane dla Ciebie