Wszyscy wokół uważają, że jestem nic nie warta... - list czytelniczki

Publikujemy list Kasi (imię zmieniliśmy), która napisała w mailu, że prosi o jego wrzucenie na portal albo na Facebooka, bo potrzebuje wsparcia, ale anonimowego. Nie chce okazywać słabości przed rodziną męża i znajomymi...
Wszyscy wokół uważają, że jestem nic nie warta... - list czytelniczki
fot. istock.com
15.09.2020
Katarzyna Lemanowicz

Cześć Dziewczyny!

Jestem romantyczną duszą i nie zwykłam pisać o sobie na forach internetowych czy wynurzać się na Facebooku przed moimi znajomymi. Nie chcę, żeby ktoś mnie oceniał. Ktoś, czyli właśnie oni, znajomi, rodzina. Bo czasem mam wrażenie, że oni mnie w ogóle nie znają.

Pomyślałam więc, że jak się zwierzę w ten sposób, czyli napiszę list tutaj, to po pierwsze, inne kobiety, matki, może nawet w podobnej sytuacji jak moja, coś podpowiedzą, pocieszą, a po drugie wreszcie się wyżyję. Bo już nie mam siły…

Wszyscy wokół uważają, że jestem nic nie warta... 

Mieszkam we Wrocławiu. Mam 27 lat i wychowuję roczną córeczkę. Właściwie robię to sama. Mój mąż od roku pracuje w Niemczech. Jest kierownikiem budowy. Ja pochodzę spod Rzeszowa, a poznaliśmy się z mężem na studiach, z tym, że mi się nie udało tych studiów skończyć. Mam wprawdzie absolutorium z ochrony środowiska, ale nigdy nie obroniłam magisterki. Mąż jest inżynierem. Cała jego rodzina jest we Wrocławiu, ma trzy siostry, które mają już swoje rodziny i rodziców, którzy są oboje na emeryturze, byli nauczycielami.

W tym problem, że od 7 miesięcy, to jest od czasu, kiedy mąż dostał kontrakt na stałe, pomimo tego, że oni są na miejscu (moi rodzice pod Rzeszowem, a rodzeństwo też za granicą), w ogóle się mną nie interesują. Uważają, tak czuję, że jestem nic warta, bo nie skończyłam studiów, nigdy nie pracowałam, mam tylko, podkreślają, tylko jedno dziecko (siostry mojego męża dwoje i troje, a jedna jest zakonnicą), super mieszkanie (na które pracuje ciężko mój mąż), a z niczym sobie nie daję rady. Teściowa uważa, że więcej pomocy należy się jej córkom, bo one mają więcej dzieci, teść ma swoje hobby, żeglarstwo i  w ogóle wnuki go nie interesują.

Moje dziecko jest okropnie absorbujące, wszędzie wchodzi, wciska się, rozrabia, potrzebuje bardzo mojej uwagi. W domu jest zawsze dużo pracy: sprzątanie, pranie, gotowanie. Sporo czasu zajmują mi spotkania z mężem na Skajpie, bo wiadomo, chce widywać córeczkę jak najczęściej. Wbrew pozorom to jest bardzo czasochłonne. Nerwów też mnie dużo kosztuje, bo na Skajpie nie pogada się tak jak na żywo. Ciągle się kłócimy.

Poza tym, w tajemnicy, rozkręcam swoją małą firmę, która ma się zajmować korepetycjami z przedmiotów ścisłych dla dzieci z podstawówki i gimnazjum. Nikomu o tym nie mówię, bo nie chcę, żeby, jak mi się nie powiedzie, rodzina mojego męża miała satysfakcję, bo naprawdę mam wrażenie, że oni mnie nienawidzą i cieszą się z moich porażek. Chcę się w końcu uniezależnić od niego, od nich, od wszystkich, którzy wiecznie mi robią łaskę.

Historie z życia wzięte

fot. istock.com

Zobacz więcej: Zdradził mnie, gdy byłam w ciąży...

Mąż, kiedy przyjeżdża raz na dwa miesiące do domu, wcale nie zachowuje się jak bardzo stęskniony, ciągle czegoś ode mnie żąda, łącznie z seksem, a jego matka robi w tym czasie coś, za co jej autentycznie nienawidzę – traktuje go jak królewicza, który wrócił z wojny i któremu trzeba opatrzyć rany. Oczywiście tysiąc razy już dała mi do zrozumienia, że on tak ciężko musi pracować z dala od rodziny (i wątpię, żeby miała na myśli mnie i moje dziecko), bo ja się obijam. To bzdury, bo ja się nie obijam - wychowuję dziecko, najlepiej jak potrafię, prowadzę dom, staram się dobrze wyglądać, na litość, czy ta kobieta jest kosmitką? Przecież sama ma czworo dzieci.

A dwa dni temu wydarzyło się coś, co mnie ostatecznie dobiło. Mój mąż miał w pracy wypadek, wprawdzie tylko złamał rękę, ale dość poważnie. Oczywiście to ja jestem winna. Teściowa do mnie zadzwoniła i powiedziała: Nie życzę ci, żebyś przeżywała teraz to co ja.

A kim ja jestem ja się pytam? Obcą osobą? Zmusiłam mojego męża do ślubu ze mną? Nie kocham go? Jest mi obojętny? Jestem potworem? Ja mu złamałam tę rękę? O co jej chodzi? O co im wszystkim chodzi? Rodzeństwo mojego męża też traktuje mnie jak śmierdzące jajko. No może z wyjątkiem tej siostry, która jest zakonnicą, ale ona jest kompletnie odrealniona, myślę, że jestem jej obojętna, a stara się być miła, bo tak wypada. Chociaż muszę jej oddać, że nigdy mnie nie uraziła.

Zobacz więcej: Dziecko uratowało nasze małżeństwo - list czytelniczki

Nie mam już siły, jestem przemęczona, chronicznie brakuje mi snu i czuję się ogromnie samotna. Nie wiem jak sobie radzić, bo moja rodzina jest daleko i nie mogą mi pomóc. Brak mi wsparcia.

To tyle. Przepraszam, bo może wyjdę na osobę skupioną na sobie, ale musiałam się wypłakać.

Polecane wideo

Komentarze (1)
Ocena: 4 / 5
GOSC (Ocena: 4) 16.09.2020 09:29
Masz cele, poradzisz sobie. Nie koncentruj się aż tak na rodzinie męża, to odbiera Ci energię.
odpowiedz
Polecane dla Ciebie