„Wszyscy mi mówią, że oszczędzam na dziecku, bo nie kupuję mu markowych ubrań!” - list czytelniczki

Natalia nie chce wyrzucać pieniędzy w błoto, więc robiąc zakupy z myślą o dziecku, rezygnuje z wielu rzeczy zastępując je tańszymi. Jej zachowanie nie podoba się rodzinie...
„Wszyscy mi mówią, że oszczędzam na dziecku, bo nie kupuję mu markowych ubrań!” - list czytelniczki
fot. istock.com
15.07.2020

Kochane mamy,

Mam nadzieję, że wśród was, drogie Czytelniczki, znajdą się życzliwe i rozsądne mamy.. Oczekuję od was porady, bo moja teściowa, mama i siostry uważają, że przesadzam z… oszczędzaniem na dziecku.

A ja  robię po prostu racjonalne zakupy z głową i bez zbędnego wyrzucania pieniędzy w błoto. Co prawda nie pracuję, bo ustaliliśmy z mężem, że będę się opiekować Kacprem aż do momentu gdy pójdzie do przedszkola, ale mąż ma dobrą pracę, zarabia nieźle i moglibyśmy sobie pozwolić na większe fanaberie. Ja jednak nie widzę sensu w tym, aby kupować maluszkowi ubranka w markowych sklepach czy pampersy z najwyższej półki.

Mój synek chodzi w używanych ubrankach kupionych w lumpeksie albo przez Internet, czasami dostanie coś od moich sióstr po ich dzieciach. Jedyne nowe rzeczy z metką Kacper dostaje od babć, bo ja naprawdę nie wyobrażam sobie wydać 35 zł na body, z którego dziecko wyrośnie po miesiącu! Podobnie jest ze śpioszkami, skarpetkami, bluzeczkami itd. Nie piorę też ubrań mojego synka w drogich proszkach przeznaczonych specjalnie dla niemowląt, tylko wrzucam do pralki z naszymi ubraniami, bo na boga, jeśli dziecko nie ma uczulenia ani żadnej wysypki, to po co przepłacać?

Zobacz więcej: Jak skutecznie oszczędzać pieniądze w domowym budżecie?

Jeśli chodzi o jedzonko, to wszystko przygotowuję sama – zupki, obiadki z drobiowego mięsa, kompoty zamiast soczków, zwykłe jogurty naturalne zamiast tych specjalnych dla dzieci. Uważam, że delikatna polska kuchnia będzie  o wiele lepsza dla rozwoju Kacpra niż sztuczne, barwione deserki i obiadki ze słoiczka. 

Podobnie z zabawkami – czasami kupuję Kacperkowi coś nowego w markecie, ale staram się nie przesadzać z gadżetami za 50 zł czy więcej. Dziecko i tak bawi się wszystkim chwilę, a później zapomina i rzuca w kąt. Z kolei pieluszki kupuję w dużych opakowaniach w Biedronce, na czym naprawdę można sporo zaoszczędzić w skali miesiąca, tym bardziej że te tańsze pampersy nie odparzają pupki Kacperka. Również kosmetyki do kąpieli, kremy, zasypki itp. kupuję w tanich sklepach, szukając niedrogich odpowiedników.

Gdy kupowaliśmy wózek, łóżeczko czy kojec, to nie tyle kierowaliśmy się ceną, co jakością, ale zapewniam was, że można znaleźć dobre używane wózki za nieduże pieniądze, więc też nie wiem, po co mielibyśmy inwestować 3 tysiące zł w jakieś wydumane modele tylko dlatego, że mają modne logo. A fotelik do samochodu znaleźliśmy za niecałe 200 zł!

Nie chodzimy też z Kacprem (póki, odpukać, nie choruje) do prywatnych lekarzy i nie robimy mu szczepień za 1500 zł jak moje koleżanki. Uważam, że skoro nie pracuję, mogę sobie pozwolić na stanie w kolejce do publicznego pediatry, który przecież też skończył studia i na swoim fachu się zna!

Czy naprawdę przesadzam? Myślę, że moje zakupy zapewnią mi w skali kilku pierwszych lat życia Kacpra duże oszczędności, które będziemy mogli zainwestować w fajne wakacje, a w przyszłości – w jakieś kursy, kółka zainteresowań itp. Wiem, że mojemu maluszkowi niczego nie brakuje, a nikt mu za kołnierz dzisiaj nie zagląda, co nosi. Jeśli kiedyś będzie miał potrzebę posiadania nie wiadomo jakich marek i gadżetów, to mu to w miarę możliwości kupię, ale dzisiaj nie widzę żadnego sensu w byciu rozrzutną mamą.

Natalia 

Komentarze
Ocena: 5 / 5
Polecane dla Ciebie