List od jednej z Mam: Biłam swoje dziecko!

Wstrząsający list od K., która nie może sobie wybaczyć tego, jak skrzywdziła swoją 4-letnią córeczkę.
List od jednej z Mam: Biłam swoje dziecko!
fot. istock.com
16.09.2021
Katarzyna Lemanowicz

Drogie Supermamy,

długo nosiłam się z zamiarem napisania tego meila. Bałam się, po części wstydziłam, ale czułam, że musze to zrobić, bo zrozumiałam, że jak tego nie zrobię, to będę miała na sumieniu nie tylko swoje dziecko, ale też inne dzieci. Wasze dzieci!

Zacznę od początku. Jestem mamą córeczki. Pięknej córeczki! Ma 4 latka, chodzi do przedszkola. Moja Martynka. Tata Martynki jest kochanym mężem, ale więcej go z nami nie ma niż jest, bo pracuje za granicą. Właściwie od początku jestem z dzieckiem sama. Teraz wiem, że ta "samotność", wychowywanie dziecka w pojedynkę, bo tak to w praktyce wygląda, to mogła być jedna z przyczyn mojego kryzysu, strasznego zachowania. Tak też wyszło ze spotkań z psychologiem.

"Biłam swoje dziecko - tak bardzo się tego wstydzę" - przejmujący list czytelniczki

Gdy urodziła się moja córeczka byłam szczęśliwa, ale zarazem przerażona i zmęczona. Ciążę źle znosiłam, pierwsze miesiące ciągle było mi niedobrze, prawie nic nie jadłam. Drugą połowę ciąży spędziłam w szpitalu na patologii, bo malutkiej spieszyło się na świat. Męża jak wspomniałam wczesniej nie było często ze mną. Rodzinę mamy daleko. Zresztą, co to za rodzina... Mąż ma tylko rodzeństwo, bo rodzice umarli (straszna historia, możnaby książkę napisać, jedno po drugim umarło na raka). Moja rodzina ma mnie gdzieś. Zresztą, nie mam ochoty z nimi miec kontaktu bo własnie przez nich mam problemy, jakie mam.

Malutka się urodziła w końcu, zdrowiutka, piękna. A ja znią cały czas byłam sama. To znaczy wpadały koleżanki czasami, wiadomo, położna środowiskowa. Tu, gdzie mieszkamy jest też moja ciotka i kuzynka męża. Obie są dość trudne z charakteru, wiec sie jakoś bardzo nie przyjaźnimy, no ale na szczęście są pod bokiem, tworzą namiastkę rodziny. Odwiedzały mnie czasami. Mąż przyjeżdżał raz na 6 tygodni.

Jak się okazało, miałam baby bluesa i depresję poporodową. Pierwszy raz uderzyłam swoją córkę jak miała niecałe dwa miesiące. Uderzyłam ją w nóżki, jak leżała na przewijaku i nie chciała przestać płakać. Nie miałam już siły jej nosić, uspokajać, karmic. Na chwilę zamilkła, a potem zaczęła tak bardzo płakać, jakby ktoś jej wyrywał serduszko. I tak się pewnie czuła... Gdy o tym teraz piszę, to płaczę, zanoszę się od płaczu. Nie mogę nadal sobie tego wybaczyć, choc chodzę do psychologa i próbowałam zrobić coś z poczuciem winy, które momentami doprowadzało mnie do myśli samobójczych. Wciąż czuję się najgorszą matką na świecie...

Zobacz więcej: "Moja siostra izoluje dzieci od ojca" - list czytelniczki

Drugi raz nie wytrzymałam, rzuciłam małą z siłą do łóżeczka. Cudem nic się jej nie stało, ja darłam się, rozpaczałam, myślałam że umrę ze zmęczenia, a ona wciąż płakała. To był obłęd!

Zrezygnowałam z karmienia piersią i na własną rękę zaczęłam brać różne środki uspokajające bez recepty, żeby sobie jakoś radzić z nerwami, złością, agresją. Wiedziałam, że mam problem, nie wiedziałam tylko, jak wielki.

Dziecko płacz

fot. istock.com

Córeczka rosła, stawała się coraz bardziej komunikatywna, słodka, przeszły jej kolki. Nie miałam aż tylu powodów do wybuchów złości. Mój mąż, jak mu powiedziałam, że nie radzę sobie (oczywiście nie powiedziałam mu o agresji wobec dziecka, bo by mi nie wybaczył), powiedział, żebym zatrudniła kogoś do pomocy regularnie, a sama poszła do psychologa. Skorzystałam z rady w połowie. Raz w tygodniu przychodziła do mnie kobieta, by pomóc mi sprzątać, zająć się małą, żebym mogła trochę pobyć sama, zaczęłam od czasu do czasu prosić też ciotkę, żeby posiedziała z małą, a ja żebym chociaż sama gdzieś wyszła. Ale do psychologa nie poszłam. Uważałam, że zmęczenie powoli mija i wszystko będzie dobrze. Nadszedł jednak kolejny trudny etap.

Malutka zaczęła chodzić, biegać, szaleć. Jest bardzo żywym dzieckiem. Nie można było jej spuścić z oka. Pomimo pomocy byłam wykończona. Zaczęłam znów wyżywać się na niej. Klapsy w pampersa stały się nagminne. A to klaps, bo poszła nie w tą stronę co trzeba, a to klaps, bo chciała wybiec na ulicę. Wydawało się mi, że kontroluję te klapsy. Że to dla jej dobra, że nie mają one nic wspólnego z agresją, czy zmęczeniem moim, ale po prostu trzeba czasem dać klapsa, żeby zaakcentować coś mocniej. I tu zaczęło wychodzić, to, jak sama byłam traktowana w dzieciństwie.

Zobacz więcej: Przestałam tylko prosić, a w końcu zaczęłam karać moje dzieci – list czytelniczki

Moja matka zawsze mówiła, że jak dziecko wkłada palec do kontaktu, to trzeba je mocno odciągnąć i tak mocno uderzyć po łapach i w tyłek, żeby zapamiętało to jako negatywne doświadczenie i nie podchodziło drugi raz. Dodam, że moja matka jest nauczycielką nauczania początkowego. Mnie biła za wszystko. Za niezjedzenie obiadu, za spóźnienie do szkoły, za spóźnienie ze szkoły, za nieposprzątanie po obiedzie, za nie nieumycie naczyć. A jak byłam bardzo malutka, półtora roku, dwa, trzy latka,  to brała mnie tak z całej siły za rękę i trzaskała w pupę. Nie wiem za co, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że mówiła, że jestem niegrzeczna.

Ojciec nie bił mnie tak, jak matka. On kazał mi kłaść się na krzesło, ściągał pasa i odmierzał - na przykład 10 pasów jak nie chciałam wypić mleka (nienawidziłam ciepłego mleka!). Pierwsze takie lanie pamiętam, jak miałam może 4-5 lat. Nigdy też nie stawał w mojej obronie, jak matka mnie okładała.

Zaczęłam w pewnym momencie zauważać związek pomiędzy moim pełnym upokorzenia i braku poczucia bliskości z rodzicami, a także braku poczucia bezpieczeństwa dzieciństwie, a tym, jak sama się zachowuję. Nie tylko wobec swojej córeczki, ale też męża czy innych ludzi. Bardzo często reagowałam agresją na to, co robił czy mówił mąż, w myślach miałam ochotę go zabić. O ludziach też zawsze myślałam źle. Przypomniałam sobie, ze moi rodzice nigdy nie byli wobec obcych serdeczni i życzliwi. Zawsze zdystansowani i zawsze zamknięci. Zawsze w zachowaniu innych węszyli jakieś złe intencje, że ktoś działa przeciwko im. Ja tą agresją i nieżyczliwością nasiąkałam. Powodowało to nieufność wobec ludzi u mnie.

Poszłam w końcu do psychologa. Co mnie skłoniło? Zachowanie mojej córki. Zaczęłam dostrzegać, że się mnie boi. Że gdy widzi szał w mojej twarzy, to napływają jej łzy do oczu. Że nie chce się do mnie przytulać, jakby miała jakiś żal... Coraz częściej łapałam się na tym, że gdy robi coś nie po mojej myśli, to świerzbi mnie ręka, by ją uderzyć. Klapsy dostawała ciągle. Za nic. Bo jak można karcić dziecko, używać siły fizycznej za to, że pochlapało podłogę myjąc zęby, że krzyczało, bawiąc się w "udawany basen"? Moja mała kruszynka... Tyle się przeze mnie nacierpiała. Od roku chodzę do psychologa. Biorę leki na depresję, bo moja agresja okazała się między innymi efektem depresji, na którą cierpię niemal od dziecka.

Staram się córce wynagradzać ból, który jej zadawałam. Nie mogę sobie nadal tego wybaczyć. Przepracowuję to u psychologa. Teraz pozostaje mi jak najwięcej ją przytulać i zapewniać o swojej miłości.

Uczę się komunikacji z nią. Czytam książki na temat porozumiewania się z dziećmi. Na temat tego, jak radzić sobie z własną agresją.

Błagam, nie pozwólcie sobie na przemoc wobec Waszych maluchów! One są aniołami, które dało Wam niebo! Nie krzywdźcie ich! Z dziećmi trzeba rozmawiać, być z nimi, okazywać czułość, dać poczucie bezpieczeństwa. One rodzą się czyste, łagodne i niewinne. Uczą się świata i nie robią niczego ze złej woli. Wsadzają palce do kontaktu, bo nie wiedzą, czym jest kontakt. Jak można, tak jak moja matka uważać, że trzeba z to bić?!!!!

Macie problem ze swoją złością, cierpliwością wobec dziecka, zmęczeniem? To idźcie po pomoc. Albo najpierw się wyśpijcie. W dużych miastach natomiast można znaleźć i psychologów którzy pomogą (nawet za darmo!) i warsztaty dla osób, które mają problemy z trzymaniem nerwów na wodzy.

Mamy, wierzę, że nie ma wśród Was wielu, które podnoszą rękę na swoje niewinne dzieci. Błagam, nie róbcie tego! Ja to robiłam i nie mogę sobie wciąż wybaczyć.

Mam nadzieję, że redakcja portalu zwróci uwagę na mój list. Uważam, że to ważne, by jak najwięcej osób go przeczytało. Bardzo o to proszę.

Pozdrawiam

K. 

Polecane wideo

Komentarze
Ocena: 5 / 5
Polecane dla Ciebie