Prace domowe wrócą do szkół? Lubnauer: Przyjdzie czas na korektę
Wśród wielu pomysłów MEN w ostatnim czasie głośno było m.in. o zakazie zadawania obowiązkowych prac domowych w szkole podstawowej, czy niezbyt udanym pomyśle wprowadzenia edukacji zdrowotnej. Lubnauer przyznała niedawno, że przyszedł czas na refleksję i korektę ministerialnych pomysłów.
W drugiej połowie roku szkolnego 2024/2025 MEN wydało rozporządzenie, w którym zakazano nauczycielom w szkołach podstawowych zadawania obowiązkowych prac domowych. Pomysł spodobał się uczniom, nieco mniej nauczycielom. Pedagodzy zauważają, że dzieci, które odrabiają nieobowiązkowe prace domowe, znacznie lepiej radzą sobie z przyswajaniem wiedzy, co widać po ocenach. Ci, którzy zadania odrabiają w domu, przy okazji powtarzają materiał, więc lepiej wypadają na sprawdzianach.
Lubnauer jest innego zdania, stwierdziła, że zmiany nie sprawiły, iż spadły kompetencje uczniów czy poziom egzaminów końcowych. Zaznaczyła stanowczo, że znane sprzed rozporządzenia prace domowe na pewno nie wrócą do szkół. - Nikt nie będzie już budował wieczorem karmnika dla ptaków, jak to było przed rozporządzeniem - dodała. Wiceministra odkreśliła, że wiele prac domowych za uczniów wykonywali rodzice, więc stawianie za nie ocen nie ma w jej ocenie żadnego sensu.
W rok po zniesieniu obowiązkowych prac domowych Ministerstwo Edukacji zapowiada jednak, że szerzej przyjrzy się temu, jak to wpływa na edukację i wtedy przyjdzie czas na wnioski, być może także na częściowe przywrócenie zadań. Jak to się skończy? Czas pokaże, póki co nauczyciele i rodzice coraz częściej mówią jednym głosem, że jakiś pakiet obowiązkowych zadań by się przydał, zwłaszcza z przedmiotów egzaminacyjnych.
Środowisko ekspertów w dziedzinie edukacji coraz częściej nie kryje niezadowolenia z tego, jaką huśtawkę MEN zafundował placówkom oświatowym. Widać to choćby przy ostatnich propozycjach zmian w przedszkolach.
Wielką porażką MEN pod wodzą Barbary Nowackiej okazała się edukacja zdrowotna. Pojawiła się ona zamiast wychowania do życia w rodzinie i miała uczyć dzieci zdrowego podejścia nie tylko do swojego ciała, ale do zdrowia fizycznego i psychicznego w szerokim zakresie. Jak się okazało, na EZ uczęszcza nie więcej niż 30 proc. uczniów. Ministerstwo, wciąż myśli, co z tym zrobić.
- Edukacja zdrowotna jest przedmiotem, który pozwala uzyskać młodym ludziom odporność na całe życie - mówiła Lubnauer. Przyznała, że resort chciałby wprowadzić te zajęcia jako obowiązkowe dla wszystkich uczniów klas IV-VIII szkół podstawowych i wszystkich uczęszczających do szkół średnich. Jednak decyzje jeszcze nie zapadły.