Burza wokół Fundamentów edukacji przedszkolnej. Ten dokument powstał ze szkodą dla najmłodszych
Uznani eksperci oświatowi, przedstawiciele organizacji pozarządowych i prawnicy napisali wiele pism skierowanych do ministry edukacji Barbary Nowackiej i wiceministry Katarzyny Lubnauer, w których krytykują projekt. Czytamy w nich, że zaproponowane zmiany są tak szkodliwe dla najmłodszych, że nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Apelują o odesłanie projektu o autorów i naniesienie przez nich wielu zmian.
MEN ma ostatnio kiepski czas, czegokolwiek się nie tknie, okazuje się, że to porażka. Nieudana edukacja zdrowotna, fala krytyki dotycząca zmian w programie nauczania szkół podstawowych, czy przesunięcia terminu egzaminów ósmoklasisty to wierzchołek góry lodowej. Eksperci IBE wyciągnęli rękę do reformy przedszkoli i nie trzeba być specjalistą, żeby zauważyć, że zrobili to źle.
Autorytety w kształceniu i psychologii małych dzieci, a także prawnicy wytykają im szereg błędów, które pojawiły się w projekcie i ich wdrożenie w życie byłoby ze szkodą dla dzieci. Czy naprawdę musimy cofać się do początku lat 2000, zamiast pozwolić przedszkolom być przyjaznym dla dzieci miejscem?
"Przedszkole to miejsce, gdzie dziecko po raz pierwszy staje się uczniem życia - wśród bajek, piosenek i wspólnego śmiechu. Przedszkole to nie jest mała szkoła, dlatego z całą stanowczością sprzeciwiamy się projektowi podstawy programowej wychowania przedszkolnego" - napisano w jednym z pism skierowanych do ministry Nowackiej.
Eksperci nie szczędzą krytyki. "(...) w obecnej formie jest to szkodliwy dla dzieci dokument, który nie powinien ujrzeć światła dziennego". Suchej nitki na projencie nie zostawiła również Rada ds. monitorowania wdrażania reformy oświaty im. Komisji Edukacji Narodowej. Także zasugerowała, że należy zdecydowanie kontynuować prace nad dokumentem. Jako właściwy kierunek wskazano utrzymanie obecnie obowiązującego, jednak ze wskazaniem na uwzględnienie zagrożeń wynikających z nowych technologii.
"Dzieci powinny wycinać, lepić z masy solnej, rozwijać motorykę małą i dużą, a nie być sadzane przy stolikach do wypełniania kolejnych kart pracy, które wydawnictwa sprzedają z zyskiem" - wskazuje dr Karol Dudek-Różycki, nauczyciel i przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych (PSNPP), jeden z sygnatariuszy listu do MEN.
Autorzy projektu bronią się przed krytyką, wskazując, że zdania, które są wskazywane, jako szkodliwe, są wyrwane z kontekstu. DGP Agnieszka Kuźba, nauczycielka przedszkola z ponad 30-letnim stażem, współautorka projektu uważa, że krytyka nauki pisania w przedszkolu to nieporozumienie.
Spontaniczne kreślenie znaków graficznych jest naturalnym etapem - dziecko może odwzorowywać litery czy symbole, ale to jeszcze nie nauka pisania. Podstawa nie narzuca formy tych znaków, lecz wspiera rozwój ekspresji graficznej zgodnie z możliwościami dziecka - mówi.
Nie trzeba być ekspertem, żeby jednoznacznie móc powiedzieć, iż spacer na świeżym powietrzu jest zdrowszym sposobem na spędzanie czasu, niż oglądanie bajek. Nie tylko dla dzieci. Tymczasem w projekcie uwzględniono stosowanie nowych technologii w czasie prowadzenia zajęć, a spacery "minimum raz w tygodniu".
Zobacz: Maluchy z Olsztyna leżakują na dworze
Dotąd zalecano codzienne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. "To zagraża nie tylko fizycznemu, ale i psychicznemu rozwojowi najmłodszych" - argumentuje dr Dudek-Różycki. Autorzy projektu oczywiście i tu bronią się, że nie chodzi tylko o bajki z internetu, ale o używanie takich narzędzi, jak aparaty fotograficzne czy mikroskop. Jednak forma zapisu jest niepokojąca. Zostawia furtkę "włącz bajkę, zamiast iść na spacer".