Koniec z wagarami od września 2026. Nauczyciele nie są zadowoleni z decyzji MEN
Nauczyciele o dawna alarmują, że w erze mediów społecznościowych niejednokrotnie widzą, że uczeń przebywa na egzotycznych wakacjach w listopadzie, czy kwietniu. Na usprawiedliwieniu rodzice piszą "syn był chory", "córka była nieobecna z powodu ważnych spraw rodzinnych". To kpina z systemu. MEN od dawna zapowiadał, że koniec z wagarami. Niby coś zrobił, ale to wciąż krew w piach.
Nowelizację ustawy Prawo Oświatowe Sejm przyjął bez poprawek. Zaostrzono w nim m.in. przepisy dotyczące nieusprawiedliwionych nieobecności, zwanych przez uczniów wagarami. Po zmianie ma obowiązywać zasada, że uczeń, aby mógł zostać klasyfikowany do kolejnej klasy, nie może przekroczyć 50 proc. nieobecności w jednym miesiącu oraz 25 proc. w sali roku szkolnego.
Ustawa czeka na podpis prezydenta.
Uczeń może mieć nawet 90 proc. nieobecności, jeśli rodzic je usprawiedliwi i... zda do kolejnej klasy. Nauczyciele i rodzice apelują o zmiany, bo obecne przepisy są krzywdzące dla uczniów, którzy sumiennie wywiązują się z obowiązku szkolnego. Cieszą się, że MEN wprowadza zmiany, ale zaznaczają, że te są niewystarczające.
Warto pamiętać, że w szkołach średnich są uczniowie, którzy osiągnęli pełnoletność. Mogą więc sami, bez wiedzy rodziców usprawiedliwiać swoje nieobecności. A te bezpośrednio przekładają się na ich osiągnięcia edukacyjne, w tym wyniki matur.
Nauczyciele przypominają, że jeszcze w latach 90, każda nieobecność ucznia od 3 dni ciurkiem, wymagało zwolnienia lekarskiego. To mogłoby ograniczyć ilość wagarów, jednak problem jest znacznie bardziej złożony, bo przed wystawianiem zwolnień na przeziębienie bronią się lekarze, zwłaszcza pediatrzy.
Tych w skali kraju jest stanowczo za mało, a są miejsca w Polsce, gdzie na kilka tysięcy dzieci jest jeden lekarz o tej specjalizacji. Do przychodni brakuje numerków nawet, żeby zapisać dziecko wymagające leczenia antybiotykiem, a co dopiero mówić o sytuacji, kiedy kolejki wydłużyliby mali pacjenci, których rodzice leczą w domu z drobnej infekcji syropem z czarnego bzu, a teraz mieliby się stawić na badanie, żeby dostać zwolnienie z zajęć.
Przeczytaj także: Jej córka była ofiarą bullyingu. Psycholożka mówi: "Dziewczynki są bardziej okrutne i wyrafinowane w swojej przemocy"