„Wstydzę się, że miałam cesarkę”

Nie chce zostać nazwana matką gorszej kategorii.
„Wstydzę się, że miałam cesarkę”
Fot. Unsplash
22.02.2020

Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia odsetek ciąż rozwiązywanych przez cesarskie cięcie nie powinien być wyższy, niż 15 procent. W większości krajów zachodnich przekracza jednak 30, a w Polsce już niemal co drugie dziecko przychodzi na świat właśnie w ten sposób. Wcale nie dlatego, że jest to konieczne.

Zobacz również: Najpopularniejsze mity na temat cesarki, w które wierzy większość kobiet

Dla coraz większej liczby ciężarnych matek to wybór, a nie konieczność. Powody są różne, ale zazwyczaj przemawia przez nas strach przed bólami porodowymi. Choć zjawisko to jest powszechne, nie idzie za tym wcale społeczna akceptacja. Niektórzy twierdzą, że jest przejawem słabości, a nawet braku odpowiedzialności.

Wstydzę się tego co zrobiłam

Plan Karoliny był zupełnie inny. Chciała urodzić siłami natury, ale sytuacja to uniemożliwiła. Dziś na samo wspomnienie ogarnia ją poczucie wstydu, dlatego robi wszystko, by ukryć prawdę. Dlaczego?

Dla niektórych kobiet cesarka to powód do wstydu fot. istock.com

Jak miał wyglądać twój poród?

Tak jak powinien, czyli zupełnie normalnie. Miałam poczuć skurcze, trafić na porodówkę, pomęczyć się kilka godzin i urodzić własnymi siłami. Jak się uda, to ze znieczuleniem, ale tak naprawdę było mi wszystko jedno. Nie bałam się bólu i nie wpadałam w panikę na myśl o tym, że wielkie dziecko będzie musiało przejść przez niewielką szczelinę. Kobiety robią to od tysięcy lat i jakoś dają radę, więc dlaczego miałabym sobie nie poradzić?

Coraz więcej matek dochodzi do wniosku, że to jednak nie dla nich.

Mają do tego pełne prawo, choć nie jestem zwolenniczką cesarki na życzenie. To jednak skomplikowana operacja, która nie pozostaje dla nas obojętna. Rozumiem jednak, że czasami przerażenie bierze górę, ale mnie zupełnie to nie dotyczy. Wybrałam dobry szpital i zaufanego położnika, który na pewno nie da mi zrobić krzywdy. Chciałam to mieć po prostu za sobą i najlepiej bez widocznych blizn.

Wiemy już, jakie były twoje plany. A rzeczywistość?

Zapowiadało się całkiem normalnie. Akcja porodowa rozpoczęta, dwoję się i troję, żeby wydać na świat nowe życie, ale nagle słyszę: to się nie uda. Nie będę wnikała w szczegóły, jednak konieczne okazało się cesarskie cięcie. Pomyślałam sobie wtedy, że co mi tam. Byle dziecko było bezpieczne, a ja zniosę wszystko. Kilkanaście minut później zostałam mamą.

Zobacz również: Ginekolog wyjaśnił, dlaczego kobiety rodzą przez cesarskie cięcie. Rozpętał burzę

Nie każdy szanuje kobiety, które miały cesarskie cięcie fot. istock.com

Szybko doszłaś do siebie?

Na pewno zajęłoby to znacznie mniej czasu, gdyby nie musieli mnie ciąć. Nie chodzi tylko o nacięcie skóry i wyciągnięcie dziecka, bo poniżej znajdują się również mięśnie. Po zabiegu ból jest spory, a rana duża i głęboka. Zamiast poświęcić całą uwagę maleństwu, cały czas musiałam uważać na szwy i na pewno nie byłam do końca sprawna. Wtedy doszłam do wniosku, że świadome proszenie się o coś takiego jest raczej słabym pomysłem.

Na tym sprawa powinna się zakończyć, ale ty wcale nie przestałaś myśleć o cesarce.

Trochę mnie to psychicznie przerosło. Oczywiście mąż i najbliżsi wiedzieli, że konieczne było cięcie, ale nie wiedziałam, jak to mam przedstawić pozostałym. Koleżanki, znajomi, dalsza rodzina - oni wszyscy na pewno będą pytać. I co ja mam im powiedzieć? Że nie musiałam nawet przeć, bo całą robotę wykonał za mnie lekarz? Teoretycznie normalna sprawa w sytuacji zagrożenia, ale jednak za dużo się na ten temat nasłuchałam i naczytałam.

To znaczy co?

Cesarskie cięcie przez niektórych postrzegane jest jako poród gorszej kategorii. Niektórzy nawet go tak nie nazywają. Gdzieś spotkałam się z określeniem „wydobyciny”, a nawet „operacją usunięcia dziecka”. Przerażające, że ludzie mogą tak myśleć, ale niewiele jestem w stanie z tym zrobić. Stanęłam przed dylematem - mówić otwarcie o moich doświadczeniach albo przemilczeć temat, żeby nie prowokować zbędnych dyskusji. Żeby nie być tą gorszą.

Boję się mówić o tym, że miałam cesarskie cięcie fot. istock.com

Podjęłaś decyzję.

Tak, stwierdziłam że lepiej będzie siedzieć cicho i nie wspominać o szczegółach. Niech wszyscy myślą, że poród odbył się zgodnie z planem. Ostatkiem sił wydałam na świat dziecko i nikt mi w tym nie pomagał. Wiem, że to absurd, ale ludzie naprawdę potrafią być bezlitośni. Zwłaszcza niektóre bardziej doświadczone matki. Za dużo naczytałam się na forach, żeby teraz zaakceptować podobne komentarze na swój temat. Uznałam, że nie ma się co rozwodzić nad tym tematem. Oficjalna wersja jest jedna: urodziłam siłami natury.

Z tego powodu masz być lepszą matką?

Mniej więcej taka jest pokrętna logika tych wszystkich osób, które mają problem z cesarką. Jeśli nie poczujesz dziecka między nogami, to przeoczyłaś coś ważnego - twierdzą. Ja się tego nie wstydzę, ale też nie pali mi się do tego, żeby być piętnowaną. Ich nie interesuje, że to nie była moja zachcianka, ale konieczność. Nikt nie wnika w faktyczne powody. Dla nich cesarka to zawsze pójście na łatwiznę.

Przekonałaś się na własnej skórze, że to nie do końca prawda.

Kompletna bzdura, bo w czasie zabiegu zawsze może stać się coś złego, a dochodzenie do siebie trwa dwa razy dłużej, niż zwykle. Wielka blizna na łonie też nie należy do najpiękniejszych. To straszne, że zostałam w ten sposób zaszczuta i nie umiem się przyznać. Trzeba zrobić wszystko, żeby przestało być to piętnem. Ja nie jestem aż tak silna, żeby przeciwstawić się tej zbiorowej histerii.

Zobacz również: „Moja żona zamierza urodzić przez cesarskie cięcie. Chciałbym jej tego zabronić”

Komentarze (1)
Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 09.05.2020 10:19
Jak dla mnie to raczej autorka tekstu ma problem z tym że miała CC niż otoczenie... Skąd wie że zostałaby "potępiona" równie dobrze ja mogę sobie wyrzucać że jestem zła natka bo nie karmiłam piersią... Bez jaj twoje dziecko twoja sprawa i nikomu nic do tego.
odpowiedz
Polecane dla Ciebie