W 20 tygodniu ciąży u synka Moniki zdiagnozowano bardzo dużą wadę płuc. Mimo namowy lekarzy nie wykonała aborcji! - list czytelniczki!

Lekarze zaproponowali aborcję, na którą rodzice chłopca nie zdecydowali się. Jak dalej potoczyły się ich losy?
W 20 tygodniu ciąży u synka Moniki zdiagnozowano bardzo dużą wadę płuc. Mimo namowy lekarzy nie wykonała aborcji! - list czytelniczki!
fot. istock.com
13.06.2022
Katarzyna Lemanowicz

Napisała do nas młoda Mama, która ponad 4 lata temu, będąc w ciąży dowiedziała się, że jej dziecko ma poważną wadę płuc. Lekarze proponowali aborcję, jako jedno z rozwiązań, nie pozostawiali wielkiej nadziei na przeżycie po porodzie. Monika i jej maleństwo doświadczyli wielu ciężkich momentów...

To ważny i cenny głos zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy w mediach aż wrze od dyskusji na temat wyboru kobiet do decydowania o przerywaniu ciąży, a także dyskusji o tym, czy warto narażać ciężko chore dziecko na cierpienie i niechybną śmierć, pozwalając mu przyjść na świat.

Bądźcie silne - warto! - list czytelniczki!

Chciałam wam opowiedzieć moją historię... Jestem młodą mamą... Mam niespełna 22 lata, a mój syn skończy w grudniu 4 latka... Byłam w ciąży, ot tak zupełnie normalna, nieplanowana ciąża. Miałam problemy z nerkami, które niestety bolały. Trafiłam na badania (moim zdaniem do najlepszego szpitala w Szczecinie), okazało się, że mój syn ma bardzo dużą wadę płuc... Że nie ma szans... SZOK! DLACZEGO?! SKĄD?!

Zaczęła się walka... To był 20 tydzień. Powiedziano mi, że jeśli coś zrobią, "płód" umrze, z kolei jeśli nic nie zrobią nastąpi to samo. Propozycja aborcji... Niezliczone łzy.. Ale decyzja "jeśli ma umrzeć to umrze, ale ja tego nie zrobię". Zaczęła się walka.

List czytelniczki

fot. istock.com

Milion badań USG, konsultacji. Ciągła niepewność, strach czy decyzja o utrzymaniu ciąży (jakże niespodziewanego dziecka) była słuszna... Kolejne badania, pobyty w szpitalu...

Nadszedł 32 tydzień i diagnoza, że wada się pogłębia, niszczy serce. Potrzebne było natychmiastowe cięcie cesarskie... To był poniedziałek. Syn przyszedł na świat we wtorek rano. Nie płakał. Myślałam, że to co działo się w ciąży to był koszmar, ale najgorsze dopiero nadchodziło...

Synuś urodził się 21 grudnia. Stan ciężki. 23 grudnia, gdy pierwszy raz byłam w stanie wstać z łóżka i pójść do niego - nastąpił kryzys. Zatrzymał się. Akcja reanimacyjna... I tak na wzlotach i upadkach spędziliśmy prawie półtora miesiąca w szpitalu. W końcu wyszliśmy! Cóż to za cudowna chwila... Nie trwała jednak długo...

Po pierwszej nocy (wieczorem przed drugą) włączył się alarm monitora oddechu, że młody nie oddycha. Szpital, badania... Tak minął rok. Niemalże ciągle w szpitalu, nieraz OIOM. Ciągła walka o każdy oddech. Przyszedł czas, że płuca były tak wyniszczone chorobą, że nie dawały rady. Nasuwały się pytania, czy nie lepiej było wtedy poddać się aborcji, oszczędzić mu cierpienia. Nie miał szans...

Po konsultacjach z naszym hospicjum domowym, ordynatorem oddziału pulmonologii i lekarzem postanowiłam, że nie chcę by TO stało się w szpitalu. Gdy będzie sam bez mamy i taty... Mimo wszystko wolałam, by odszedł w domu w naszych ramionach otoczony troską i miłością. I tak zrobiliśmy.

Zabraliśmy synka za zgodą szpitala z pomocą całodobowego hospicjum. Nie miało to trwać długo... Jednak tu nastąpiło zaskoczenie.... Synuś rozwijał się, zmniejszały się dawki leków, miał się coraz lepiej.

Owszem bywały lepsze i gorsze dni. Teraz ma prawie 4 latka. Jest uśmiechnięty, genialnie mówi (a nawet pyskuje ma delikatne zaburzenia emocjonalne, ale czy to jest ważne, skoro miało GO NIE BYĆ?! 

Lekarze są w szoku, że żyje, że nie jest warzywem... że jest zwykłym, cudownym dzieckiem, po którym nie widać, że miał problemy.

Warto wierzyć? WARTO!!! Co by się nie działo. Niejedna osoba słysząc naszą historię zastanawia się, jak dałam sobie radę, odpowiadam wtedy: "a czy Ty nie byłabyś silna dla swojego dziecka? nie zrobiłabyś wszystkiego?". Każdy byłby silny... W końcu gra jest warta świeczki... Chodzi o największy skarb - DZIECKO...

Pozdrawiam wszystkie mamy, które wiedzą, że urodzą chore dziecko. Moja rada - bądźcie silne! Warto!

Monika

Polecane wideo

Komentarze
Ocena: 5 / 5
Polecane dla Ciebie