Mama w ciąży w szczerym wyznaniu: "To zagrażało mojemu zdrowiu psychicznemu"
Lindsay Lowe w rozmowie z portalem parents.com opisała moment, który zapewne jest znany wielu przyszłym mamom. Gdy zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym, wiedziała o tym tylko ona i jej mąż. Ale szybko okazało się, że Instagram również "dowiedział się" o jej ciąży – nie dlatego, że zamieściła jakiś post, ale dlatego, że zaczęła przeglądać treści związane z tym tematem.
Algorytmy błyskawicznie dostosowały się do jej nowej sytuacji życiowej. Niemal każdy filmik, który pojawiał się w jej kanale, dotyczył ciąży, porodu czy niemowląt. Na początku wydawało się to wręcz pomocne – jako osoba spodziewająca się pierwszego dziecka miała przecież tysiące pytań.
Jednak to, co początkowo wyglądało na kopalnię przydatnych informacji, szybko zamieniło się w źródło nieustannego stresu. Jak wyznała, krótkie filmiki charakterystyczne dla Instagrama stworzyły swoistą emocjonalną huśtawkę, z której nie mogła zejść.
Jedne posty przynosiły radosne emocje. Sekundę później, bez żadnego ostrzeżenia, pojawiała się przerażająca historia o poronieniu, ciąży pozamacicznej czy urodzeniu martwego dziecka. Ta nieprzewidywalność treści, brak możliwości przygotowania się na to, co zobaczy, zaczęły wywoływać u niej narastający lęk.
Przyszła mama opisała też inny problem, z którym się zmagała. Obserwując dziesiątki innych ciężarnych kobiet pokazujących swoje brzuszki i dzielących się przebiegiem swoich ciąż, zaczęła bezustannie porównywać się do nich. Czy jej brzuch ma "normalny" rozmiar? Czy przechodzi przez ciążę "właściwie"? Czy robi wszystko tak, jak powinna?
Te pytania nie dawały jej spokoju. Każdy aspekt jej ciąży stawał się przedmiotem analizy i wewnętrznej krytyki. Zamiast cieszyć się tym wyjątkowym czasem, spędzała go na mierzeniu się z nierealnie wyidealizowanymi obrazami macierzyństwa prezentowanymi w mediach społecznościowych.
Co więcej, jak zauważyła, była zasypywana nieproszonym poradami od setek obcych osób. Filmy wciąż mówiły jej, czego nie powinna jeść, jakie ćwiczenia musi wykonywać, jakie produkty kupić, aby uniknąć rozstępów. To była kakofonia opinii, często sprzecznych ze sobą, która zamiast pomagać, tylko pogłębiała zamęt.
Przełomowe pytanie przyszła mama zadała sobie na początku drugiego trymestru. Jak opowiedziała portalowi parents.com, nagle uświadomiła sobie absurd sytuacji: nie zgodziłaby się przecież na to, by setki obcych ludzi wchodziło do jej domu każdego wieczoru i zasypywało ją niechcianymi radami dotyczącymi ciąży. Dlaczego więc akceptowała dokładnie taką sytuację, siedząc w fotelu ze smartfonem w ręku?
To pytanie stało się punktem zwrotnym. Lindsay zdecydowała, że musi przejąć kontrolę nad tym, jak i kiedy angażuje się w treści związane z ciążą. Dla własnego zdrowia psychicznego i dobrostanu emocjonalnego potrzebowała bardziej świadomego podejścia.
Kobieta szczerze opowiedziała o tym, jak przeprowadzała swój osobisty detoks od mediów społecznościowych. Początek był trudny – po tygodniach intensywnego przewijania, nawyk sięgania po telefon był głęboko zakorzeniony.
Za każdym razem, gdy czuła pokusę, by otworzyć Instagrama i zacząć przeglądać filmiki, zatrzymywała się i zadawała sobie pytanie: dlaczego chcę to zrobić w tym momencie? Co czuję? Czego naprawdę potrzebuję? Okazało się, że najczęściej sięgała po telefon wtedy, gdy dopadał ją lęk związany z ciążą. Przewijanie było jej sposobem radzenia sobie z niepokojem – choć paradoksalnie tylko go potęgowało. Kiedy już to zrozumiała, mogła znaleźć zdrowsze sposoby na poradzenie sobie z tymi emocjami.
Po kilku tygodniach świadomej pracy nad sobą, Lindsay całkowicie przestała przeglądać rolki na Instagramie. Co więcej, postanowiła również nie dzielić się aktualizacjami ze swojej ciąży publicznie w mediach społecznościowych. Jeśli robiła zdjęcie brzuszka, wysyłała je bezpośrednio do przyjaciół i rodziny przez wiadomości prywatne. Jak opisała w rozmowie z parents.com, to była niesamowicie wyzwalająca decyzja. Poczuła, że nie musi uczestniczyć w tym wszystkim, nie musi być częścią tego nieustannego strumienia informacji i opinii. Mogła po prostu się wyłączyć.